Whisky japońska – w końcu krok w stronę transparentnosci

Whisky japońska

Szczęśliwie dla mnie, tak się złożyło, że już na samym początku mojej przygody z whisky trafiłem na kolegę, który „siedział w temacie” od blisko 30 lat. Dzięki tej znajomości, szybko poznałem wiele destylarni, między innymi z powodu miniaturek oraz sampli, którymi się wymienialiśmy. Okazało się, że whisky nie kończy się na Johnnie Walkerach, Ballantinesach, Grantsach i Jackach Danielsach. Poznałem termin „szkockie destylarnie” i prawdę mówiąc, dopiero od tego momentu zacząłem zauważać w sklepach whisky, typu single malt. Jak łatwo się domyślić, w miarę poznawania coraz większej ilości smaków, miałem także mnóstwo pytań. Interesowała mnie między innymi whisky japońska.

Whisky japońska – dlaczego nie ma jej na blogu

Jeśli czytasz ten artykuł na komputerze, to spójrz na prawą krawędź ekranu – tam znajdują się kategorie w kolejności alfabetycznej (jeżeli korzystasz z telefonu, to lista kategorii znajduje się pod tekstem – trzeba przewinąć prawie całą stronę). Łatwo zauważyć, że takie nazwy, jak Ardbeg, Aberlour, Briuchladdich, czy GlenDronach mają wpisaną obok wartość dwucyfrową. Oznacza to, że dość często i chętnie sięgam po whisky z tych destylarni. Jednak do tej pory (18.02.2021) na blogu pojawiła się tylko jedna whisky japońska. Akashi Single Malt.

Jednym z powodów, dla których unikam whisky z kraju kwitnącej wiśni jest fakt, że to, czego się o nich dowiedziałem od wspomnianego na początku kolegi z pracy, skutecznie mnie do nich zniechęciło.

Każdy z nas na początku zadawał bardziej lub mniej trafne pytania dotyczące whisky: „czym różni się single malt od blended?”, „dlaczego ta whisky jest droższa, skoro nie ma podanego wieku na etykiecie?”, „czy whisky z Biedronki smakuje tak samo, jak whisky z Lidla?”… 🤦‍♂️ itp.

Zauważając znaczne różnice między whisky szkocką a amerykańską, w końcu zadałem pytanie: „a jak smakuje japońska whisky?”. Odpowiedź na długo utkwiła mi w pamięci: „tak, jak szkocka!”. Nie dałem za wygraną: „to czym się różni?”. Ceną… porównaj sobie 12-letniego szkockiego single malta z 12-letnią japońską whisky i sam się przekonasz”. To tak w ogromnym skrócie, bez wdawania się w zbędne szczegóły. Jednak sami przyznacie, że tak rozbrajająca argumentacja potrafi skutecznie zniechęcić do dalszej eksploracji tematu.

Japonia – azjatycka Szkocja?

Od początku XXI wieku popularność japońskiej whisky bardzo szybko rośnie. Niestety, sytuacja, która do niedawna funkcjonowała na rynku whisky  japońskiej (a w zasadzie, jeszcze wciąż funkcjonuje) doprowadziła do pojawienia się ogromnej liczby nowych trunków zawierających określenie „japońska whisky” na etykiecie, a które w rzeczywistości wcale nie powstały w Japonii.

Powodem była zaskakująco liberalna, jak na ten kraj legislacja i brak regulacji prawnych w tym obszarze. Otóż do niedawna prawo zezwalało na używanie określenia „japońska whisky” dla jakiegokolwiek leżakowanego destylatu zbożowego, byleby był zabutelkowany w Japonii.

I tak dochodzimy do nieodpartego wniosku, że pijąc whisky japońską, bardzo często mamy do czynienia z destylatami pochodzącymi ze Szkocji, USA, czy Kanady. Oczywiście sytuacja ta nie dotyczy whisky pochodzących z pojedynczych japońskich destylarni, takich jak Yamazaki, Hakushu, czy Chichibu.

Sam się dziwię gdy to piszę, ponieważ Japonia i Japończycy zawsze kojarzyli mi się z dyscypliną i rygorystycznym przestrzeganiem przepisów prawa, ale… żeby ktoś mógł przestrzegać przepisów, ktoś musi te przepisy ustanowić.

Ponadto nie sposób nie wspomnieć o podobieństwach whisky japońskiej do szkockiej. W japońskich destylarniach również stosuje się dwukrotną destylację i często używa się torfu dla charakterystycznego, dymnego posmaku końcowego produktu. W rezultacie, trudno jest odróżnić szkockie malty od japońskich.

Co się zmieniło

W końcu dzisiaj pobieżnie zapoznając się z informacjami, jakie zaproponowała mi przeglądarka, a także Facebook, natknąłem się na kilka artykułów dotyczących zmian w regulacjach prawnych dotyczących japońskiej whisky.

16 lutego 2021 roku, rząd japoński utworzył nową komórkę, zwaną „Japan Spirits & Liqueurs Makers Association”, która jasno określa, co może być nazwane japońską whisky, lub japońską whiskey.

  1. Surowce (słodowany jęczmień lub inne zboża) oraz woda muszą pochodzić z Japonii.
  2. W każdym przypadku należy użyć słodowanych ziaren zbóż.
  3. Zacieranie, fermentacja i destylacja muszą się odbywać w destylarni w Japonii.
  4. Poziom alkoholu nie może przekroczyć 95%.
  5. Dojrzewanie destylatów musi się odbywać w Japonii, w beczkach, których objętość nie przekracza 700 litrów i trwać co najmniej 3 lata.
  6. Butelkowanie musi nastąpić w Japonii, a whisky nie może mieć mocy niższej niż 40% alkoholu objętościowo.
  7. Jedyny dozwolony dodatek (oprócz wody, zbóż i drożdży) stanowi karmel e-150a (ten sam, który jest dozwolony w szkockiej whisky).

Jedynie whisky, która spełnia każde z wymienionych wyżej kryteriów, może być nazwana whisky japońską. Jednak wspomniana Grupa zapobiegawczo poszła o krok dalej.

Załóżmy, że któryś producent nie chce się dostosować do wymienionych wymagań. Teoretycznie, zamiast używać nazwy „japońska whisky”, mógłby się pokusić o zmylenie klienta eksponując na etykiecie japońską flagę, lub jakiś symbol kojarzący się właśnie z tym krajem. I tutaj Japan Spirits & Liqueurs Makers Association (błagam, niech ktoś wymyśli jakiś skrót 😅) również wychodzi naprzeciw potrzebom świadomego konsumenta.

Dalsze regulacje

Jeśli producent nie dostosuje się do nowych kryteriów, powołana przez japoński rząd grupa zabrania stosowania następujących rzeczy mogących zmylić nabywcę:

  1. Używania nazwisk osób jednoznacznie kojarzących się z Japonią.
  2. Stosowania nazw japońskich miast, regionów i innych znanych miejsc, takich jak rzeki, czy góry w Japonii.
  3. Wykorzystywania japońskiej flagi.
  4. Używania innego oznakowania, które sprawia wrażenie, że produkt ten spełnia wymogi japońskiej whisky.

Rozporządzenie ma wejść w życie 1 kwietnia 2021 roku. Do tego momentu wstrzymuję się z kupnem japońskich whisky. Z drugiej strony, mam kilka sampli i dwie butelki whisky Nikka, ale… lubię Ben Nevisa, więc krzywda mi się nie stanie 😉

Więcej zdjęć tutaj

Whisky Reset na Facebooku

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *